Naukowcy coraz częściej wskazują, że posiadanie psa nie tylko zmniejsza poczucie izolacji społecznej, uaktywnia nas fizycznie, ale i przyczynia się do obniżenia ciśnienia tętniczego i poziomu cholesterolu. Coraz więcej jest też doniesień, że opieka i kontakt z psem wpływa na obniżanie ryzyka chorób układu sercowo-naczyniowego.

Od początku pandemii koronowirusa w wielu krajach znacząco wzrosła liczba adopcji zwierząt domowych, głównie psów i kotów. Dzieje się tak w Stanach Zjednoczonych, Anglii, ale i w Polsce. Można uznać to za jeden z nielicznych, pozytywnych skutków pandemii. Po pierwsze schroniska dla zwierząt pustoszeją, los psów poprawia się, a po drugie, nowi opiekunowie przyznają, że cieszą się lepszym zdrowiem. To żadna tajemnica – kontakt ze zwierzęciem wpływa pozytywnie na naszą psychikę i znacząco podnosi jakość życia. Gdy czworonóg pojawia się w domu od razu poprawia się humor wszystkim domownikom. Angielskie badania donoszą, że towarzystwo psa sprawia, że osoby w wieku powyżej 65 lat czują się młodsi nawet i o 10 lat. Naukowcy uważają, że dzieje się tak za sprawą większej aktywności fizycznej, związanej z regularnymi spacerami i zabawą z psem. Dzięki codziennym spacerom opiekunowie zwierząt są bardziej dotlenieni, mają silniejsze serce, mocniejsze kości i mięśnie.

Lepsze życie

Co jakiś czas pojawiają się doniesienia naukowe, które wskazują, że posiadanie psa doskonale wpływają też na nasze serce. Kilka badań potwierdziło, że opiekunowie czworonogów mają niższy poziom cholesterolu i trójglicerydów. Z kolei kanadyjskie badania opublikowane w 2019 roku w czasopiśmie „Circulation: Cardiovascular Quality and Outcomes” wydawanym przez Amerykańskie Towarzystwo Kardiologiczne doniosły, że opiekunowie psów dłużej żyją i rzadziej umierają przedwcześnie z powodu chorób serca niż ci, którzy ich nie posiadają. Inna metaanaliza przeprowadzona przez szwedzkich naukowców i opublikowana w tym samym czasopiśmie, wykazała, że ​​posiadanie psa wiąże się z dodatkowym, pozytywnym skutkiem zdrowotnym: dłuższym życiem po zawale serca lub udarze. Szczególnie dostrzegane jest to w przypadku osób mieszkających samotnie. Najprawdopodobniej posiadanie psa wpływa na trwałą poprawę zdrowia psychicznego, w tym niższy wskaźnik depresji, mniejsze poczucie samotności i zwiększenie samooceny. A to także przekłada się na lepszą kondycję serca. W badanej grupie blisko 182 tysięcy osób przeszło zawał (6 proc. z nich miało psa), a około 155 tysięcy przeszło udar niedokrwienny mózgu (5 proc. miało psa). Wśród opiekunów psów ryzyko zgonu z powodu zawału było o 33 proc. niższe, niż u osób nieposiadających psa, jeżeli osoba mieszkała sama oraz o 15 proc. niższe, jeśli mieszkała z partnerem lub dzieckiem. W przypadku udaru ryzyko malało odpowiednio o 27 i 12 proc.

Badacze przeprowadzili także metaanalizę danych dotyczących ponad 3,8 mln osób uczestniczących w 10 dotychczasowych badaniach. Po zestawieniu wyników okazało się, że u posiadaczy psów ogólne ryzyko zgonu było niższe o 24 proc., ryzyko zgonu z powodu zawału było o 65 proc. niższe, a ryzyko zgonu z powodu różnych chorób układu-sercowo naczyniowego o 31 proc. niższe w porównaniu z osobami, które nie miały zwierząt.

Badanie kohortowe, czyli takie, w którym obserwuje się grupę osób (kohortę) przez określony czas, aby sprawdzić, czy niektóre czynniki w ich życiu są związane z jednym lub większą ilością określonych skutków zdrowotnych. W tym badaniu kohortą były dane Szwedów, w wieku od 40 do 85 lat, którzy przeszli zawał serca lub udaru mózgu między styczniem 2001 r. a grudniem 2012 r. Badanym czynnikiem było posiadanie psa, a wynik zdrowotny – przeżycie po zawale serca lub udarze. W kohorcie badawczej znalazło się około 337 000 osób, a około 5 procent z nich posiadało psa. Naukowcom udało się ustalić ten odsetek z dość dużą dokładnością, ponieważ w Szwecji wymagana jest rejestracja psów.

Następnie badacze sprawdzili, czy osoby, które zmarły w ciągu średnio czterech lat po zawale serca lub udarze, były właścicielami psów. Okazało się, że oni właśnie byli o 21 procent mniej narażeni na śmierć po zawale serca i o 18 procent mniej prawdopodobne, że umarli po udarze niż osoby bez psa. Niższe ryzyko było szczególnie duże w przypadku osób mieszkających samotnie z psem. Byli o 33 procent mniej narażeni na śmierć po zawale serca i 27 procent mniej narażeni na śmierć po udarze niż ludzie żyjący samotnie bez psa. Tove Fall, profesor epiedmiologii z Uniwersytetu w Uppsali, odpowiedzialna za badania, napisała w komentarzu, że wyniki sugerują pozytywne skutki posiadania psa dla pacjentów, którzy doświadczyli zawału serca lub udaru mózgu. Ale zaznaczyła, że potrzebne są jednak dalsze badania, aby potwierdzić związek przyczynowy. Niektórzy naukowcy podkreślają, że wpływ na wyniki może mieć np. to, że właściciele zwierząt domowych są zazwyczaj młodzi, dość zamożni, dobrze wykształceni i częściej żyją w parach, a wszystko to poprawia wyniki sercowo-naczyniowe. Jednakże wyniki tych dwóch badań są bardzo intrygujące.

Jak rozmawiać trzeba z psem?

Na szczęście mało prawdopodobne wydaje się, że komuś przyjdzie do głowy adopcja lub zakup psa tylko ze względu na zmniejszenie ryzyka chorób układu krążenia. Zwykle stoją za tym inne względy: chęć posiadania towarzysza. Warto jednak zastanowić się, czy epidemia to dobry moment na adopcję psa. Trzeba pamiętać, że pies w domu to zmiana w życiu i wielkie przedsięwzięcie. Wiąże się z długoterminowym zaangażowaniem i często wielkimi zmianami stylu dotychczasowego życia. Biorąc do domu czworonoga powinniśmy dowiedzieć się, jak najwięcej o psach, o ich potrzebach, zachowaniach. Księgarnie pełne są poradników opisujących, jak wychować psa, więc warto czytać. Gdy zdecydujemy się na taki krok, pamiętajmy, że to na nas spoczywa dbałość o socjalizację psa. Może także zdarzy się, że na naszym ulubionym fotelu zauważymy ślady łap umazanych błotem lub znajdziemy pogryzione buty. I liczmy się z tym, że raczej trudno będzie wylegiwać się w niedzielne przedpołudnie. Jednakże to, co dostaniemy, nawiązując więź z psem będzie tego warte. Poza tym codzienne spacery pomogą naszemu sercu, sylwetce i poprawią humor.

Tekst: Monika Głuska-Durenkamp

Skip to content