Czego nie lubi
serce





Porzuć papierosa, odstaw ciasteczka i ścisz radio! 





Serce to symbol
miłości i troski. Mówi się, że kochamy całym sercem. Ale, czy tak naprawdę je kochamy?
Warto wsłuchać się w swój organizm i zadbać o serce, rezygnując z tego, co mu
szkodzi. 





Choroby układu krążenia są związane z wieloma czynnikami
ryzyka. Na niektóre z nich: wiek, płeć, czynniki genetyczne, wpływu nie mamy.
Jednak większą grupę stanowią czynniki modyfikowalne, czyli te, na które możemy
oddziaływać przez nasz styl życia i dietę. Gdy je zmienimy, zmniejszymy ryzyko
wystąpienia chorób serca. Czynniki podwyższonego ryzyka chorób układu krążenia,
na które również możemy oddziaływać, to m.in. zachorowania na grypę, czy też
stres. Postarajmy się obniżyć dietą nadciśnienie tętnicze i zmienić nieprawidłowe
stężenie cholesterolu oraz ilość cukru we krwi. Rzućmy palenie papierosów i nie
nadużywajmy alkoholu. Szczepmy się na grypę, uczmy panować nad stresem i
zwiększmy aktywność fizyczną. Czy to, aż takie trudne? Wystarczy wiedzieć, myśleć
i dbać.





Czego nie lubi
serce:





Kiełbasy i
ciasteczek





Nadwaga i otyłość wynikają z nadmiernego gromadzenia się
tkanki tłuszczowej w organizmie. Dochodzi do tego wówczas, gdy ilość energii,
dostarczanej w pożywieniu, czyli liczba zjadanych kalorii, jest większa niż
ilość energii, którą zużywamy. Warto zadbać o dietę odpowiednią dla serca.
Unikajmy produktów przetworzonych: wędlin, kiełbas, parówek, gotowych
hamburgerów. Te dania wyprodukowane są z wysoko przetworzonego mięsa i bardzo
bogate w tłuszcze, cholesterol, sól i polepszacze smaku i zapachu. Kolejna rzecz do skreślenia z diety, to tłuszcze
trans.  Występują one w margarynach, miksach (mieszanki masła i
margaryny), frytkach, fast-foodach, zupkach i sosach instant, produktach
cukierniczych.
Najwięcej tłuszczy trans zjadamy w ciastach i ciasteczkach
kupowanych w sklepach, jak i w wypiekach domowych.





Soli





Zjadamy 12-15 g dziennie na osobę, a rekomendowane jest tylko 5 g, czyli jedna płaska łyżeczka. Na serce źle wpływa sód zawarty w soli kuchennej. Jego nadmiar przyczynia się m.in. do rozwoju nadciśnienia, podnosi ryzyko udaru mózgu, zawału serca i jego niewydolności. Według danych Instytutu Żywności i Żywienia w Warszawie nadmierne spożycie sodu jest bezpośrednio odpowiedzialne za 50 proc. przypadków nadciśnienia, udarów mózgu i zawałów. Już samo ograniczenie soli może wyleczyć z umiarkowanego nadciśnienia. Nie znaczy to, że mamy nie solić, spróbujmy zjadać jej po prostu mniej. Zaledwie 1 g soli dziennie mniej zmniejsza o 24 proc. ryzyko udaru i o 14 proc. ryzyko zawału serca.





Braku ruchu





Z badań wynika, że około 80 proc Polaków nie uprawia żadnej aktywności fizycznej. Tymczasem ruch, ćwiczenia i to w każdym wieku, nie tylko zapobiegają nadwadze, lecz także wspomagają układ krążenia. Wysiłek musi być regularny. Nie jest dobrze, gdy ogarnia nas słomiany zapał i nagle ostro bierzemy się do biegania, czy mocnych ćwiczeń fitness klubie To może zaszkodzić.  Kiedy nie trenujemy serca, a potem nagle fundujemy ostry bieg, czy ćwiczenia, tętno skacze, a naczynia krwionośne nie są przyzwyczajone do takiego wysiłku. U osób zdrowych zaleca się wysiłek o umiarkowanej intensywności, ale wykonywany systematycznie - co najmniej 3 razy w tygodniu, a najlepiej codziennie - trwający nie mniej niż 30 minut. Przykładem takiej aktywności jest marsz, jazda rowerem, pływanie, fitness, joga.





Stresu





Długotrwały stres powoduje zbyt wysokie stężenie hormonów stresu, m.in. kortyzolu w organizmie. Ma to konsekwencje i wpływa na nasze zdrowie, bo rytm serca przyspiesza, rośnie ciśnienie krwi. Stres może zaburzać pracę wielu układów: nerwowego, immunologicznego, krwionośnego. Jeśli stres towarzyszy nam bezustannie, ciało nie ma czasu, żeby zniwelować negatywne skutki działania tych hormonów. Z wielu badań wynika, że stresująca praca zwiększa ryzyko zawału. Ale można nauczyć się rozpoznawać lepiej swoje emocje, odczucia lęku, stresu i z nim walczyć.





Grypy





Choć powikłania po
grypie mogą wystąpić u każdego, to najbardziej zagrożone są osoby powyżej 65.
roku życia, dzieci poniżej 2. roku życia, osoby z chorobami układu krążenia i
oddechowego, cukrzycą, z niewydolnością nerek i ze zmniejszoną odpornością. Do
powikłań należą między innymi zapalenie płuc, mięśnia sercowego, nerek i mózgu,
zaostrzenie chorób przewlekłych, takich jak astma, niewydolność nerek czy
serca, a nawet zawał serca. Gdy już zachorujemy, musimy zostać w domu i wyleżeć
się, nie tylko po to, żeby nie narażać siebie na powikłania, ale i nie zarażać
innych. Zwykle w grypie stosuje się wyłącznie leki zmniejszające objawy, np.
gorączkę, katar czy kaszel. Aby jednak jej uniknąć, najlepiej przed sezonem
grypowym zaszczepić się.





Hałasu





Rośnie liczba badań sugerujących, że hałas ma niedobry wpływ na serce. W naszych miastach, biurach, mieszkaniach ciągle towarzyszy nam hałas, to on powoduje niepokój, rozdrażnienie, agresję. Zaburza sen, wywołuje senność w ciągu dnia, wpływa na rekonwalescencję, zwiększa nadciśnienie, przyczynia się do chorób kardiologicznych (choroby niedokrwiennej serca, udaru, zawału). Wyniki badań przeprowadzonych przez naukowców z University of Kentucky Collage of Public Health w Wielkiej Brytanii dowodzą, że hałas ma niekorzystny wpływ na prawidłowe funkcjonowanie mięśnia sercowego. Co więcej, długotrwałe narażenie na hałas o dużym natężeniu powoduje rozwój chorób serca. Na hałas dookoła nie zawsze mamy wpływ, ale na dźwięki dochodzące z telewizora, radia, czy odtwarzacza muzyki, zawsze. Możemy je po prostu wyłączyć, lub przyciszyć.





Bezsenności





Długotrwałe niedosypianie odbija się na funkcjonowaniu naszego wewnętrznego zegara biologicznego, ale i na narządy: serce, płuca, nerki, układ odpornościowy, wrażliwość na ból czy czas reakcji. Na nasz zdrowy sen duży wpływ ma światło, które jest najsilniejszym wyznacznikiem czasu. Na utrzymanie rytmu dnia i nocy odpowiadają w naszym organizmie komórki zwojowe siatkówki oka, które na podstawie barwy padającego na powierzchnię oka światła wysyłają do mózgu informację o porze dnia. Wieczorem unikajmy ekspozycji na światło, zwłaszcza na padające na oczy to o niebieskiej barwie. Takie światło emitują ekrany telewizorów i monitory komputerów. Unikajmy siedzenia przy komputerze i oglądania telewizji na trzy godzin przed snem. Jeśli jest to trudne, absolutnym minimum jest ostatnia godzina przez snem. Wyłączmy w sypialni wszystkie urządzenia, które mogą przeszkadzać i rozpraszać: telefon, tablet, telewizor.





Papierosów





Ryzyko zgonu na choroby układu krążenia u osób palących jest
od 2 do 5 razy większe niż u niepalących. Ryzyko to jest większe u kobiet niż u
mężczyzn i zwiększa się wraz z czasem trwania nałogu oraz liczbą wypalanej
dziennie liczby papierosów. Szkodliwe są wszystkie rodzaje tytoniu, w tym
również tzw. papierosy typu "light", papierosy z filtrem,
e-papierosy, cygara, fajka, fajka wodna i tabaka. Niestety, rzucenie palenia
nie jest takie proste, jak jego rozpoczęcie. Potrzebne nam są determinacja,
silna wola. Czasem warto pójść po pomoc do specjalisty. Można też zapisać się
do grupy wsparcia dla osób rzucających palenie,
to rodzaj psychoterapii grupowej.





Tekst: Monika Głuska-Durnekamp



Przełamujmy słabości, ale z głową!





Od lat trenuje triathlon i to kocha. Namawia też i
motywuje ludzi do ruchu, ale zwraca uwagę, że trzeba ćwiczyć mądrze. Ważna jest
wiedza, a także stan zdrowia, do kt
órego należy dostosować wysiłek. Szczególnie, gdy zaczynamy, aby
się szybko nie zniechęcić.





Łukasz Grass, dziennikarz, autor książek,
triathlonista amator. W latach 2016-2019 redaktor naczelny Business Insider
Polska. Dziennikarz radiowy i telewizyjny. Pracował m.in. w Radiu TOK FM, przez
6 lat był związany z TVN24. W 2018 roku, na rynku ukazała się jego pierwsza
powieść biograficzna „Najlepszy. Gdy słabość staje się siłą". Książka
opowiada o losach Jerzego Górskiego
- legendy polskiego triathlonu. Jego historia doczekała się również
ekranizacji. Grass właśnie napisał kolejną książkę pt.: „Szlag mnie trafił”, o
kobiecie, która
przeżyła ciężki udar mózgu.

Jest absolwentem Akademii Wychowania Fizycznego w Poznaniu, skończył kierunek
trenerski. Założyciel i redaktor naczelny największego w Polsce portalu
internetowego dla triathlonistów - Akademia Triathlonu (www.akademiatriathlonu.pl). Sam
uprawia triathlon amatorsko od 2009 roku.





Jak przekonać się do systematycznej aktywności fizycznej?





Łukasz Grass: To trochę tak, jakby zapytać kogoś, czy ma
żyć zdrowo, czy niezdrowo☺.
Przecież odpowiedzialność za własne siły i kondycję powinna być największą
motywacją. Ruch i dobra dieta są częściami świadomego życia. Oczywiście, że
każdy z nas miewa chwile słabości. Zdarza się, że nie chce się wyjść na zimno,
biegać, czy pójść do siłowni. To naturalne.
Praca nad sobą wymaga wysiłku, nie tylko fizycznego. Warto wspomóc się czytaniem
motywujących książek, rozmowami z przyjaciółmi. Wspólne trenowanie to też dobry sposób, bo gdy jesteśmy w
grupie, zawsze trudniej się wycofać. A tak motywujemy się wzajemnie.





W aktywności fizycznej nie chodzi o zmuszanie się do sportu na
siłę, ale o… 





Przyjemność. Dla mnie aktywność fizyczna jest nieodłączną częścią
życia i nie ma mowy o zmuszaniu się. To wysiłek, który uwielbiam. Jeśli dawno nie
ćwiczyliśmy, warto sięgnąć pamięcią do czasów szkolnych, przypomnieć sobie, jaki sport lubiliśmy, co nam
się podobało. Jeśli wolimy
pływać, chodźmy na basen, jeśli grać w kosza, umówmy się na salę gimnastyczną - każda forma
aktywności sportowej jest dobra.





Podkreślasz często, że aby czerpać ze sportu przyjemność trzeba też posiadać o nim
wiedzę.





To na pewno pomaga.Gdy
nic o danej dziedzinie nie wiemy, będziemy popełniać błędy i szybko możemy się
zniechęcić.  Warto kupić książki,
poczytać w internecie, bo brak odpowiedniej wiedzy może prowadzić do kontuzji,
braku pożądanych efektów treningu, a to już prosta droga do demotywacji.
Wystarczy wyjść do parku, lasu, czy do fitness klubu około 1-2 stycznia i zobaczyć, co się tam
dzieje. Tłumy ludzi z postanowieniami noworocznymi. Większość odpada już po
tygodniu. Między innymi dlatego, że dochodzą do błędnego wniosku „to nie dla
mnie”, a w rzeczywistości popełniają błędy, które prowadzą do przemęczenia lub
kontuzji. Wiele razy widziałem takie osoby w lesie podczas swojego treningu. 99
procent początkujących amatorów
biegania popełnia ten sam błąd - biegną za szybko i bagatelizują ćwiczenia
siłowe. 





Od czego trzeba więc zaczynać bieganie?





Od marszobiegów,
w tempie tlenowym, konwersacyjnym, nie zakwaszającym organizmu. Niech nikt, kto
nie miał do czynienia ze sportem, nie łudzi się, że wyjdzie po raz pierwszy na
trening i pokocha bieganie. Zazwyczaj nie jest to miłość od pierwszego
wejrzenia. Zaczynając trening nie można też zapominać o ćwiczeniach siłowych.
Przynajmniej dwa razy w tygodniu trzeba ćwiczyć tzw. core stability: wzmacniać
plecy, brzuch. To powoduje utrzymanie w bieganiu prawidłowej sylwetki, poprawia
ergonomię ruchu i wytrzymałość. Niektórzy bez żadnego treningu porywają na półmaratony. W ich
ruchach brakuje ekonomiki, szybciej się męczą i nie kończą dystansu. Tu nie
chodzi o wytrzymałość, bo każdy zdrowy człowiek może ukończyć półmaraton,
pytanie tylko w jakim czasie, biegiem czy marszem i w jakim stanie zdrowia na
koniec. Bo brak odpowiedniego treningu wytrzymałościowego i siłowego może
doprowadzić do poważnych kontuzji.





Jakie badania powinniśmy zrobić przed rozpoczęciem treningów biegowych?





Badania krwi, morfologia to podstawa, o której warto przypominać. Raz do roku
każdy, kto trenuje bądź zamierza trenować powinien odwiedzić lekarza
sportowego, zbadać układ sercowo-naczyniowy, zrobić EKG. Warto zwracać uwagę na
układ ruchu i robić USG, zbadać więzadła, stawy. Słuchajmy ciała i to kontrolujmy.





Ile sam trenujesz? 





Startuje głównie na dystansach Ironman 70.3 oraz Ironman, więc
muszę się do nich przygotować, trenując określoną liczbę godzin w tygodniu. Po
zawodach w sierpniu nie wybrałem jeszcze kolejnego celu. Najpewniej będzie to
jakiś Ironman w przyszłym roku.  We
wrześniu i październiku przechodzę czas roztrenowania, odpoczynku i ruszam się
jedynie rekreacyjnie. Potem w końcu października wracam do treningów. Wtedy ćwiczę 10-12
godzin tygodniowo: pływanie, rower, bieg. 





A w jaki sposób oprócz
sportu, ty dbasz jeszcze o swoje zdrowie?





Oprócz
ruchu kluczowa jest dieta. Wszyscy, którzy trenują doskonale wiedzą, że bez prawidłowego żywienia nie
ma sukcesów. Raczej
nie da rady trenować żywiąc się fast foodami i słodyczami.





Czego unikasz w diecie?





Nie używam w ogóle
cukru, nie słodzę kawy, herbaty, nie piję gazowanych napojów. W momencie roztrenowania jadam to,
co wszyscy i nie dbam jakoś szczególnie o dietę, ale w okresie treningów, to dużo kasz, warzyw. Od jakiegoś
czasu nie jadam mięsa, za to różne polskie superfoods: kasza gryczana, buraki,
dużo warzyw.





Miałeś taki moment w życiu, że mniej trenowałeś.
Wciągnęł
a cię praca,
czy wtedy znajdowałeś czas na sport?





Żyłem w biegu, wiecznie z komputerem w ręku, podłączony
do mediów,
internetu. To nie znaczy, że nie miałem czasu na sport, bo uważam, że zawsze
można go wygospodarować. Jednak każdemu z nas może zdarzyć się taki moment,
kiedy traci balans, zapomina, co w życiu ważne. Brak czasu to najłatwiejsza wymówka, więc i ja w ten
sposób odstawiłem
sport na boczny tor i zapuściłem się.
Nie chcę jednak tłumaczyć, że wszystkiemu winna jest praca, bo to nie prawda.
Zawsze powtarzam, że najwięcej zależy od nas i od tego, jak ułożymy sobie
relacje z ludźmi, priorytety w życiu.





Kiedy pojawił się w twoim życiu triathlon?





To było około dziesięciu lat temu. Gdy po raz kolejny
wszedłem na wagę, a na wyświetlaczu pokazała się trzycyfrowa liczba,
postanowiłem to zmienić, choćby zacząć chodzić na fitness. Kolega z pracy namówił mnie, żebyśmy
zapisali się na zawody triathlonowe za rok, bo taki cel nas zmotywuje. Jeszcze
tego samego dnia zgłosiłem swój
udział w największych zawodach triathlonowych na świecie w Londynie. Miałem rok
na przygotowania.





Czy ten sport od razu Cię oczarował?





Poznałem tę dyscyplinę jeszcze na studiach, na obozie
sportowym. Mieliśmy do zaliczenia mini-triathlon, ale wtedy nie zrobił na mnie
szczególnego
wrażenia. Gdy zacząłem przygotowywać się do Londynu wszedłem w to „na maksa”,
bo nie lubię półśrodków.
W ciągu ośmiu miesięcy schudłem 20 kilo, a po zawodach w Londynie stwierdziłem,
że to jest to.





Czy zauważasz rosnącą popularność traitlonu, a jeśli tak to dlaczego
przyciąga ludzi?





Jeszcze parę lat temu, na zawody zgłaszało się ze 150 osób, teraz w Polsce trenuje triathlon
kilkanaście tysięcy ludzi. Na portalu Akademii Triathlonu mamy 30 tysięcy
użytkowników
miesięcznie, ale część to biegacze i kolarze. Sławę i międzynarodowy
rozgłos przyniosły tej dziedzinie okryte mityczną aureolą zawody Ironman
na Hawajach. To trzy magiczne konkurencje, które nigdy się nie nudzą. Triathlon
jest wszechstronny, daje poczucie elitarności, a zarazem pokazuje, że
niemożliwe staje się możliwe. Tu nie tylko liczy się fizyczność i kondycja, ale
wiele zależy od naszej głowy. Pokonanie Ironmana uświadamia, że wszystko w
życiu jest do zdobycia, wystarczy przełamać bariery: strach, brak wiary w
siebie, słabości. 





Właśnie o przełamywaniu słabości i sile ducha piszesz w swojej
nowej książce„Szlag mnie trafił”. O czym ona jest?





To historia młodej
kobiety, która w
wieku 39 lat dostała udaru pnia mózgu w wyniku rozwarstwienia tętnicy. To bardzo rzadki
przypadek. Monika miała czterokończynowe porażenie, tzw. zespół zamknięcia.
Porozumiewała się jedynie mruganiem oczu. Dziś chodzi, mówi. Choć ma jeszcze trudności z
ruchem, niedowład, rehabilituje się i pracuje nad sobą.  W przypadku udaru pnia mózgu, którego doświadczyła, ponad 90 procent
pacjentów umiera w
ciągu trzech pierwszych miesięcy. Monika przeżyła i wróciła do społeczeństwa.
To książka o sile woli, walki, ale także o życiowej pogoni, w której często zapominamy o sobie i swoim zdrowiu.





Monika Głuska-Durenkamp



To, czego potrzebuje moje serce





Katarzyna Żak, aktorka teatralna,
filmowa. Współpracuje z warszawskimi: Teatrem Capitol, Teatrem Syrena, Komedia i
Och Teatrem. Szerokiej publiczności znana jest z ról w Miodowych Latach, Na
Wspólnej, Sile Wyższej, M jak Miłość, Czasie Honoru i w Ranczu. Aktorka śpiewa
i koncertuje niedawno odbyła się premiera jej najnowszej płyty „Miłosna
Osiecka”.





O sercu na poważnie





Myślę o nim i to bardzo poważnie, bo pochodzę z rodziny,
która jest obciążona chorobami serca. Mój dziadek zmarł na serce w młodym
wieku, jego syn-mój tata, umarł,
gdy miał 50 lat, na skutek rozległego zawału serca. Z powodów genetycznych
znajduję się w grupie podwyższonego ryzyka. W związku z tym regularnie się badam,
mierzę ciśnienie, kontroluje poziom cholesterolu, a co jakiś czas poddaję się
próbom wysiłkowym. Jestem pod opieką lekarza kardiologa i co półtora roku - dwa
lata, przechodzę u niego dokładne badania. Na szczęście mam ciśnienie w normie
i dobrze się czuję. Gdyby jednak coś mnie zaniepokoiło, nie zwlekałabym z
wizytą u lekarza i szczegółowymi badaniami.





Muszę mieć kondycję





Uprawiam zawód aktora, który wymaga dobrej kondycji, sprawności i wytrzymałości. Na scenie i na próbach często się ruszam. Teraz przygotowuję się do musicalu, więc ćwiczę układy choreograficzne. Nawet, gdy nie tak intensywnie pracuję, staram się być aktywna fizycznie, na przykład raz na tydzień chodzę na basen. Lubię długie, intensywne spacery, szybkim krokiem. Niestety odkąd zabrakło naszego ukochanego psa – berneńczyka, nie spaceruję już tak dużo. Brakuje mi tych porannych spacerów, kiedy musiałam wstać o pół godziny wcześniej i wychodziłam pobiegać z nim do lasu. Dotleniałam się i dostawałam niezwykłą dawkę energii na cały dzień. Córki są już dorosłe, wyprowadziły się, więc nie możemy na razie wziąć kolejnego zwierzaka. Zbyt długo musiałby być sam w domu, poza tym problematyczne stałyby się wyjazdy ze spektaklami i koncertami.





Ważna jest motywacja





Kiedy gdzieś wyjeżdżam, staram się rano wyjść z hotelu na szybki
spacer, czy jogging. Sama nie za bardzo lubię biegać, ale z innymi aktorami,
mobilizujemy się razem i ćwiczymy. W grupie zawsze fajniej -motywujemy się,
żeby coś zrobić dla siebie. Podobnie w domu motywujemy się z Cezarym do
prawidłowego odżywiania. Mąż schudł
kilka lat temu i aby utrzymać wagę, musi pracować nad sobą non stop. We dwoje łatwiej trochę
się pilnować, jeść mniej i zdrowiej.





Z przyprawami nie ma nudy





Nie jadam tłusto. Oboje moi rodzice mieli wysoki poziom
cholesterolu, więc szczególnie dbam o dietę. Oczywiście, cholesterol zależy nie
tylko od odżywania się, ale ono ma duży wpływ. Wybieram posiłki z zielonych
warzyw i staram się nie jeść po godzinie 18. To bywa trudne w mojej pracy, bo
gdy w ciągu dnia mało zjem, wieczorem po spektaklu jestem głodna. Wtedy robię
sobie sałatę i oszukuję ośrodek głodu. Nie objadam się, bo jak każda kobieta po
pięćdziesiątce, mam już spowolniony metabolizm. Nie jestem niestety ani weganką, ani wegetarianką, lubię od czasu do czasu kawałek
mięsa, ale bardzo je ograniczyłam. Wybieram kasze: gryczaną,jaglaną, bulgur i
jem je z warzywami. Wszystko dosmaczam świeżymi ziołami lub przyprawami
ziołowymi. Kiedy podróżuję po świecie, lubię poznawać różnie kuchnie, smakować
i przywozić przyprawy. Gdy dodaje się je do warzyw i kasz, tak szybko się nie
nudzą. Niedawno byliśmy w Australii. Tam kuchnia jest fantastyczna: stanowi
mieszkankę tradycyjnej brytyjskiej z tajską, malezyjską, chińską. Też przywiozłam przyprawy.





Piję wodę





Nasze serce, żeby dobrze pracowało, potrzebuje nawodnienia
organizmu. Piję co najmniej półtora litra płynów dziennie, głównie wodę. W
Australii smakowało mi wino, ale z tym ostrożnie. Alkohol zatrzymuje wodę w
organizmie i zwiększa apetyt, więc na kieliszek wina pozwalam sobie tylko od
czasu do czasu.





Kocham jogę





Jakiś czas temu odkryłam jogę i zakochałam się w niej. Niestety
ostatnio nie miałam na nią czasu, ale obiecuję sobie, że wkrótce wrócę. Brakuje
mi jogi, bo ona motywuje i zachęca do wysiłku: rozciągam się i widzę, czego
potrzebuje moje ciało. Joga to też wyciszenie, które jest niezbędne w
intensywnym życiu. Najpierw ćwiczyłam jogę pod okiem instruktora. W niej ważne są techniki
oddychania, a tego trudno jest się nauczyć samemu. Dziś, gdy mam czas, umiem
sama ćwiczyć w domu. Polecam, bo joga ma różne stopnie wtajemniczenia,
ćwiczenia mogą być intensywne lub spokojne. Każdy znajdzie tutaj coś dla
siebie.





Serce potrzebuje sztuki





Po spektaklu, czy koncercie, gdy półtora godziny śpiewam,
czuję się jakbym przerzuciła tonę koksu. Taki wysiłek pobudza, pracują
przepona, płuca. To jest bardzo pozytywne. Gdy jednak zbyt długo działam na
wysokich obrotach, potrzebuję odpoczynku. Dlatego, gdy tylko mamy z mężem czas,
to podróżujemy, resetujmy się. Szybko jednak tęsknię, aby znów rzucić się w wir
pracy, koncertów...., ale nauczyłam się łapać balans, bo to jest najlepsze dla
serca.





Tekst Monika Głuska-Durenkamp



Jak się
przygotować do hospitalizacji





Niezależnie, czy
pakujemy się na jedno, czy kilkudniowy pobyt
w szpitalu
, warto pamiętać o najważniejszych dokumentach i badaniach. Radzimy, co
najpotrzebniejszego zabrać ze sobą. I jak nastawić się na pozytywne myślenie.





Są takie momenty w życiu, nad którymi nie mamy kontroli. Spotka
nas fatalny przypadek losowy, poślizgniemy się na lodzie, lub zasłabniemy i
nagle trafimy do szpitala.  Zwykle w
takich sytuacjach zostajemy tam przewiezieni przez pogotowie ratunkowe, transport
sanitarny, lub idziemy prosto z izby przyjęć na oddział. Gdy trzeba zostać na hospitalizację, musimy dzwonić do
bliskich z listą potrzeb. Wprawdzie szpitale
zawsze dysponują jakąś piżamą, ale lepiej czujemy się we własnej.





Zupełnie inna sytuacja jest wtedy, gdy termin hospitalizacji można zaplanować.
Najpierw mamy trochę czasu, aby znaleźć odpowiednią placówkę i zarejestrować
się. W polskim systemie ochrony zdrowia nie obowiązuje zasada rejonizacji. Oznacza
to, że szpital nie może odmówić
przyjęcia, bo na przykład mieszkamy w innym mieście, czy województwie. Pacjent
wybiera dowolną placówkę znajdującą się na terenie Polski, ale musi mieć ona podpisany
kontrakt z NFZ. Czasem, przed przyjęciem na oddział konieczne jest wykonanie
dodatkowych badań diagnostycznych i
konsultacji. Warto pamiętać, że ich zrobienie spoczywa na szpitalu. Praktyka
odsyłania pacjentów, aby wykonać badania
przed przyjęciem jest niezgodna z prawem.





Weź dokumenty i
badania





Jeśli zbliża się termin
hospitalizacji,
powinniśmy pamiętać o kilku ważnych kwestiach. Przede
wszystkim w dniu przyjęcia, mieć ze sobą dokument tożsamości, ze zdjęciem i
numerem PESEL. Może być to paszport lub dowód osobisty.  





- Z papierkowych
rzeczy ważne jest zabranie ze sobą skierowania do szpitala
mówi dr Małgorzata Konik, specjalista medycyny rodzinnej.

Zwykle po rejestracji telefonicznej, te placówki proszą o wcześniejsze
doniesienie skierowania, ale warto to wszystko sprawdzić. Dobrze też wziąć – w
ramach możliwości – naszą dokumentację medyczną:
wyniki badań diagnostycznych i
konsultacji potwierdzających rozpoznanie, historię choroby i przebytego
leczenia oraz informację o przyjmowanych lekach. Najlepiej zabrać pudełka z
tabletkami, żeby lekarz na oddziale widział ich nazwę i dawki. Pamiętajmy, że w
szpitalu leki dostajemy od
pielęgniarki i nie bierzemy nic sami.





Jeśli nasza hospitalizacja
związana jest z problemami kardiologicznymi warto mieć ze sobą książeczkę z
pomiarami ciśnienia, poziomami cukru, badanie Ekg. Trzeba też dowiedzieć się i
ustalić, czy mamy być na czczo, czy można cos zjeść. Jeśli to pobyt na planowane badanie gastroskopii, kolonoskopii, czy jednodniowy zabieg
chirurgiczny, to nie można wcześniej jeść, czy nawet pić. Przed planowanym
leczeniem inwazyjnym (operacje kardiochirurgiczne, zabiegi kardiologii
interwencyjnej) wskazane jest wykonanie szczepienia przeciw wirusowemu
zapaleniu wątroby typu B(urodzeni po 1985 roku są już zaszczepieni na tego
wirusa).





Spakuj walizeczkę





Własna piżama, szlafrok i wygodne obuwie są w szpitalu niezbędne. Przydadzą się też dresy na
przebranie, bo w nich łatwiej i wygodniej chodzić na badania. Trzeba też mieć ręcznik, przybory toaletowe, chusteczki
higieniczne, a także talerzyk, kubek i sztućce, bo niektóre szpitale o to proszą.     





  - Przyda się zgrzewka wody mineralnej,
szczególnie, gdy mamy badania z
podawanym kontrastem-
dodaje doktor M. Konik. – Nie bierzmy żadnych kosztowności, ani biżuterii. Gdy okaże się, że nasz
sąsiad na sali chrapie, przydadzą się stopery do uszu. Warto mieć dobrą książkę,
aby umilić czas oczekiwania na kolejne medyczne procedury. Ja sama, gdy
trafiłam do szpitala, ciągle rozwiązywałam
krzyżówki. Dzięki rozmowom z moimi pacjentami lepiej rozumiem, jaka ważne jest
też pozytywne nastawienie. Skupienie się jedynie na negatywnym myśleniu wpływa
na nasze samopoczucie. Warto uczyć się, jak uspokoić i wyciszyć emocje i niektóre
reakcje naszego ciała, szczególnie te na stres. Badania wykazują, że myśląc pozytywnie, udaje się uspokoić tętno,
obniżyć ciśnienie krwi, wyciszyć się. Lepiej myśleć, że po prostu musimy przez to
przejść i wrócić do domu.  Oczywiście nie
dziwię się, gdy ktoś trudno to znosi, szczególnie jak w młodym wieku nagle
trafia do szpitala. Zauważyłam, że
ludzie starsi mają do tego większy dystans. Poza tym dla nich planowana hospitalizacja często jest wyrwaniem
się z codziennej rutyny. Tam spotykają ludzi, rozmawiają.





Już po skończonej hospitalizacji,
gdy wychodzimy do domu pamiętajmy o wzięciu karty informacyjnej. Powinnaona zawierać m.in. wyniki badań diagnostycznych wraz z
opisem, konsultacji oraz opis zastosowanego leczenia. W przypadku wykonania
zabiegu lub operacji także datę wykonania i wskazania dotyczące dalszego
sposobu leczenia, żywienia, trybu życia. Ważna jest pisemna informacja skierowana
do lekarza POZ o sposobie leczenia, rokowaniu, lekach, ich nazwach i dawkowaniu.





Tekst: Monika Głuska-Durenkamp



Artyści, aktorzy, dietetycy, sportowcy, naukowcy. Znamy ich z gazet, telewizji, wypowiedzi, ról, książek.  Czasem wydają się nam wręcz nierealni. Tymczasem to przede wszystkim ludzie tacy, jak my. Też boli ich głowa, miewają katar, zmagają się z chorobami, walczą o zdrowe serce. W naszym cyklu, prosimy o mały rachunek sumienia i odpowiedź na to, jaki sposób dbają o swoje serce.





Wspieram serce





Katarzyna Błażejewska-Stuhr, dietetyk kliniczny, psychodietetyk, mama Stasia i Tadzia, żona aktora Macieja Stuhra. Autorka bloga Mama w wielkim mieście: https://kachblazejewska.pl/ Napisała jedenaście książek, w tym “Odżywanie dzieci mądre i zdrowe”, “Gotujemy pełną parą”.





Generalnie dbam o swoje zdrowie, a zdrowe serce jest częścią całości, czyli mojego ciała. Serce pracuje bez przerwy, pompując krew do naczyń krwionośnych. I choć to banał, warto pamiętać, że jest jedno na całe życie.  Jestem dietetykiem, więc też mam wiedzę, która pozwala mi dbać o siebie i rodzinę. Zawodowo zajmuję się gotowaniem i układaniem diet. Często dostaję maile, zapytania o to, jak się odżywiać, co zrobić, żeby mieć dobrą figurę, jak zadbać o siebie i rodzinę. To oczywiście trudne, wymaga cierpliwości, wiedzy, zmiany domowych przyzwyczajeń. Przez sześć lat odkąd jestem z Maćkiem zmieniłam także jego dietę. Moje dzieci nie protestują przeciwko razowemu pieczywu i nie wymuszają słodkich płatków z mlekiem. Ale nie wszystko samo się zrobiło!





Jeśli sól, to szczypta





Choć sól podkręca smak potraw, to niestety sprzyja tyciu, przyczynia się do otyłości i nadciśnienia. My, w domu solimy bardzo mało. Gdy Tadzik był malutki, ale już zaczynał jeść normalne potrawy, gotowaliśmy dla nas wszystkich i to bez soli. Kiedy któreś z nas potrzebowało jej dla smaku, soliło już na własnym talerzu. Ale dlatego prawie kompletnie odzwyczailiśmy od niej. Gotując ziemniaki, ryż, dodaję minimalnie szczyptę soli.





Fleksitarianizm i dobre kwasy





Niemal zrezygnowaliśmy z mięsa, a już w ogóle nie jemy wieprzowiny, także wędlin: szynek, parówek, kiełbas. Choć przyznam, że gdy mam ochotę, raz na kilka miesięcy, skubnę odrobinę kabanosa. Lubimy za to ryby. Gdy ktoś pyta mnie o radę, czy jeść mięso, odpowiadam, jeśli mięso, to nie więcej niż dwa razy w tygodniu, ryba morska trzy razy. Niektórzy myślą, że muszą jeść odtłuszczone produkty, tymczasem ryby są wyjątkiem, bo im tłustsze, tym zdrowsze. Zawarte w nich kwasy omega trzy wzmacniają serce. Te kwasy zawiera też olej lniany tłoczony na zimno, siemię lniane (najlepiej mielić je samemu w domu, zmielone szybko traci właściwości). Kwasy omega trzy są też w orzechach włoskich, nasionach chia i konopnych.





Zdrowy błonnik, warzywa i kasze





W domu jemy dużo warzyw, kasze, brązowy ryż i makarony, płatki owsiane, otręby. Pełnoziarnisty chleb piekę sama. Badania udowodniły, że ze wszystkich produktów to błonnik najsilniej obniża stężenie cholesterolu we krwi i działa przeciwmiażdżycowo. Jego odpowiednią ilość spożywamy, wtedy gdy jemy płatki owsiane na śniadanie. Dziennie powinniśmy dostarczać organizmowi 25 – 40 g błonnika pochodzącego z różnych źródeł. Dla dobrego stanu serca niezbędna jest dieta obfitująca w produkty pełnoziarniste (ciemne pieczywo, płatki, kasze), makarony lub ziemniaki, warzywa, owoce.





Woda potrzebna od zaraz





Piję dużo wody, żeby moje serce było zdrowe i łatwiej pompowało krew. Woda znacząco wpływa na funkcjonowanie układu krwionośnego. Niska zawartość wody w organizmie powoduje, że spada ciśnienie krwi, a jej objętość w organizmie maleje. Taki stan nadwyręża nasze serce, które musi bić szybciej, by podtrzymać krążenie.





Kawę piję, ale jedną





Z badań wynika, że kawa nie stwarza zagrożenia dla układu krwionośnego i można bezpiecznie dla serca pić nawet trzy dziennie. Maciek lubi kawę, ja wolę herbatę. Ale też nie piję mocnej. Mam małe gabaryty i różne substancje silniej na mnie działają. Po mocnej herbacie, czy kawie, jestem rozedrgana, więc takich nie piję.





Cykl: Mój sposób na zdrowe serce - Katarzyna Błażejewska-Stuhr




Ćwiczymy regularnie





Dla zdrowego serca dobre są ćwiczenia cardio, w których podnosi się tętno, a my cały czas trenujemy na podwyższonych obrotach. Badania pokazują, że uprawiając sport średnio 2,5 godziny tygodniowo, zmniejszamy ryzyko wystąpienia chorób układu krążenia nawet o 14 proc. Ja lubię rower, szybki marsz. Zawsze chodzę szybko, nawet na spacer z psem. Poza tym trenuję crossfit.  Staram się to robić cztery razy w tygodniu, ale nie zawsze się udaje. Na co dzień ćwiczę, choć z 15 minut. Włączam Ewę Chodakowską, bo ją lubię i mnie mobilizuje. Maciek stara się ćwiczyć sześć razy w tygodniu. Zwykle biega. Teraz przygotowuje się do wielkiego meczu TVN kontra WOŚP. Maciek nie ma problemu, żeby przebiec 20 km, ale mówi, że ruch na boisku to zupełnie inna aktywność. Po takich treningach wraca zmęczony, ale zadowolony.





Dobry sen  





Bardzo dbam o to, żeby dobrze się wysypiać. Chodzę do łóżka około godziny 23, bo tak mi mówi organizm. W sypialni, do późnej jesieni, staramy się spać przy otwartym oknie. Zimą, kiedy pojawia się smog, oczyszczamy powietrze w domu specjalnym urządzeniem. Przez cały rok lubimy spędzać czas na świeżym powietrzu, spacerujemy z dziećmi, dużo się ruszamy. Chcemy, żeby ruch było dla nich rzeczą naturalną.



Aplikacje mobilne dla pacjentów są bardzo liczne, co sprawia, że nasz telefon zmienia się w dzisiejszych czasach w osobistego opiekuna i coacha zdrowia. Z pomocą smartfona można utrwalić dobre nawyki, które są korzystne dla serca. A wszystkie zebrane dane, ułatwią nam przekazanie ich lekarzowi podczas wizyty. Oto kilka aplikacji, które w 2019 roku zdobywają najwyższe oceny.





Monika Głuska-Durenkamp





Polacy chorują i umierają na choroby sercowo-naczyniowe znacznie częściej niż inni mieszkańcy Unii Europejskiej. Jednym z czynników jest fatalna jakość powietrza, ale trzeba też przyznać, że mamy mało skuteczną profilaktykę tych chorób. Warto to zmieniać i samemu zacząć o siebie dbać.





Do tego wystarczy nam smartfon. Oprócz tego, że używamy go do rozmów, wysyłania SMS-ów i mediów społecznościowych, ściągnijmy na telefon kilka aplikacji mobilnych dla pacjentów. Skontrolujemy nimi tętno, czy ciśnienie krwi. Wiele z aplikacji jest bezpłatnych, inne trzeba kupić. Wszystkie wyszukuje się w sklepie iTunes lub Google Play. Jeśli nie mamy pewności, które aplikacje wybrać, warto poprosić swego lekarza o zalecenia.





Aplikacje mobilne dla pacjentów kardiologicznych i nie tylko





Do wyboru mamy aplikacje pulsacyjne, w których kładąc palec na ekranie telefonu, mierzy się tętno, śledząc zmiany koloru skóry. Niektóre umożliwiają podłączenie zewnętrznego monitora ciśnienia krwi (sprzedawany osobno), który dokonuje odczytu i automatycznie zapisuje dane. Informacje te można sporządzić na wykresie, przedstawić, a nawet przesłać bezpośrednio do lekarza. Aplikacje rytmu serca są przeznaczone do wykrywania nieregularnych uderzeń serca. Te aplikacje instruują, aby podłączyć specjalne urządzenie (sprzedawane osobno) do smartfona i położyć palce na urządzeniu lub przytrzymać urządzenie przy klatce piersiowej, aby wykonać elektrokardiogram (EKG) aktywności elektrycznej serca.  Są i aplikacje, które promują dobrą kondycję, przedstawiając program ćwiczeń. Te dietetyczne, pokazują posiłki i wskazane dla serca pokarmy, podają przepisy, jak i obliczają liczby spalonych kalorii i ilości potrzebnych każdego dnia, aby stracić, utrzymać lub przybrać na wadze. Są i takie, które pomagają w rzucaniu palenia.









Oto kilka najlepszych aplikacji według portalu medycznego Healthline





The Best Heart Disease Apps of 2019





Zbadaj tętno
Instant Heart Rate 





Aplikacja Instant Heart Rate pozwala monitorować pracę serca. Wyświetla odczyt w czasie krótszym niż 10 sekund. Aplikacja jest bardzo dokładna. Można na chwilę przysiąść i zrobić prosty test, aby odczytać tętno, a potem utworzyć wykres fali tętna. Przy pomocy dodatkowej aplikacji StandUp mierzy się zmęczenie i naszą kondycję. Aplikacja rejestruje liczbę uderzeń serca na minutę i pozwala robić notatki, aby śledzić to, co działo się w czasie testu. Te aplikacje mobilne dla pacjentów wspaniale się uzupełniają.





Taki puls
PulsePoint Respond





Ta aplikacja łączy nas ze specjalistami przeszkolonymi w zakresie resuscytacji, gotowymi do działania w nagłym wypadku sercowym, lub innej słabości. Aplikacja korzysta z GPS, aby powiadamiać osoby w okolicy, które mogą szybko zareagować i wykorzystać swoje umiejętności ratowania życia przed przybyciem EMS. Przez aplikację można porozmawiać z osobami udzielającymi odpowiedzi. Podają oni wskazówki gdzie znaleźć najbliższy automatyczny zewnętrzny defibrylator. Poza powiadomieniem o „wymaganej resuscytacji”, aplikacja może zasygnalizować inne sytuacje kryzysowe i zdarzenia, więc zapewnia bezpieczeństwo osobom oraz ich rodzinom.





Ciśnienie krwi i leki
Blood Pressure Monitor





Ta aplikacja pozwala śledzić parametry życiowe i rejestrować je wraz z innymi szczegółami takimi, jak zażywane leki. Wszystko po to, żeby tworzyć bazę danych i ich wizualizację. Można korzystać z wykresów, aby zrozumieć, w jaki sposób współdziałają i jak na nas wpływają. Dane mogą być synchronizowane między urządzeniami i eksportowane do e-maila, dzięki czemu można wysyłać je na bieżąco do lekarza.





W każdej chwili
Smart Blood Pressure 





Do grupy "Aplikacje mobilne dla pacjentów" należy także: SmartBP pozwala na dokonywanie odczytów w dowolnym miejscu, aby uzyskać dokładniejszy odczyt. Można śledzić swoje ciśnienie rozkurczowe, ciśnienie skurczowe, tętno i wagę, a aplikacja zajmie się resztą, obliczając BMI i MAP. Przekształca dane w kolorowe wykresy i wykresy, które ułatwiają sprawdzenie, w jakich sytuacjach jest wysokie, kiedy niskie.





BP Blood Pressure





Można zarejestrować swoje dane w iBP. Aplikacja przechowuje dane dotyczące ciśnienie krwi i poziom glukozy we krwi oraz pozwala wprowadzić inne niestandardowe dane, jak poziom stresu w momencie czytania książki. System kodowania kolorów jest zgodny z zaleceniami American Heart Association dotyczącymi zdrowych zakresów ciśnienia krwi. Aplikacja tworzy wykresy wysokiego, średniego i niskiego poziomu ciśnienia krwi w danych ramach czasowych. Przez to można ocenić trendy z ostatniego tygodnia lub dwóch miesięcy. To może być bardzo pomocne.





Monika Głuska-Durenkamp
Fundacja My Pacjenci





Zachęcamy do przeczytania sposobu na zdrowe serce Katarzyny Błażejewskiej-Stuhr.



Mamo,
Tato, zawał to nie koniec świata!





Jak sobie radzić po zawale serca? Oprócz skutków somatycznych, to także olbrzymie przeżycie. Niesie emocje: strach, stres. Jak pomóc, gdy nasz rodzic traci po nim chęć do życia? Jak pokonać jego lęk, że zaraz znów dostanie kolejnego zawału i wspierać go w poprawie stylu życia.  





Tekst: Monika Głuska-Durnekamp





- Moja mama przeszła kilka miesięcy temu zawał – opowiada
Anna, 43-latka. – Na początku, po szpitalu, mieszkała u mnie, ale mam dwójkę
dzieci. W domu hałas, ruch, nie chciałam jej męczyć. Wróciła do siebie, gdy
fizycznie czuła się już lepiej. Ale kiedy ją odwiedzam widzę, że siedzi
osowiała. Zawsze lubiła czytać kryminały, teraz, gdy jej przynoszę takie
książki nawet ich nie otworzy. Kiedyś była bardzo towarzyska. Zachęcam ją do
tego, żeby zaprosiła koleżanki mówi, że nie chce się z nikim widzieć, bo to jej
niepotrzebne do niczego. Narzeka też, że źle śpi. Najczęściej włącza telewizor
i zastyga w dziwnej apatii.





Nowe, trudne życie po zawale serca





Zawał serca, oprócz skutków somatycznych, które wywołuje w naszym ciele, to także olbrzymie przeżycie. Naukowcy odnotowują, że u wielu pacjentów, po ostrym zawale serca, pojawiają się problemy emocjonalne, behawioralne, czasem psychopatologiczne (około 35-40 procent pacjentów kardiologicznych zauważa się typowe objawy depresyjne). W niektórych przypadkach objawy depresyjne, pojawiające się po zawale, mogą być reakcją psychologiczną na wiadomość o chorobie serca lub zagrożeniu życia. Podobną reakcję wywołuje hospitalizacja. Pacjenci czują się bezradni i zależni od innych: pielęgniarek, salowych, czy odwiedzających bliskich. To naturalne, że nagłe znalezienie się w warunkach oddziału intensywnej opieki kardiologicznej powoduje smutek, przygnębienie i zniechęcenie.





Dla większości z nas choroba jest ograniczeniem i zagrożeniem





Nieraz po takim przeżyciu przychodzi rezygnacja, chory się poddaje, nie chce się badać, rehabilitować. I trudno się dziwić, gdy dla aktywnej dotychczas osoby, po zawale rodzi się konieczność nagłej zmiany trybu życia. Czasem trzeba też zrezygnować z pracy zawodowej, czy dawnych aktywności. Przed zawałem stale o coś walczyli, żyli w stresie, a tu nagle to przestaje być ważne. Wszystko, co znali dotychczas przestaje mieć znaczenie w obliczu zagrożenia życia. Brak możliwości pracy, poczucie bezsilności, łączy się dla nich z utratą pewnej pozycji społecznej, siły. Przygnębiają ich zawalone terminy, brak energii do zrobienia czegoś w domu, czy choćby do opieki nad wnukami.





Takie uczucia, stres, lęk,
powodują dyskomfort i niestety są przyczyną pobudzenia układu współczulnego, co
wpływa niekorzystnie na przebieg choroby serca.





Z badań wynika, że bardzo dużo osób bezpośrednio po zawale wykazuje objawy obniżonego nastroju. W większości przypadków są one przejściowe i ustępują w ciągu kilku dni. U 16–22 procent pacjentów objawy te są bardziej nasilone, trwają dłużej i spełniają powszechnie przyjęte kryteria umiarkowanego i ciężkiego epizodu depresji. Epizod depresyjny po zawale serca częściej występuje u chorych, którzy już poprzednio cierpieli na zaburzenia afektywne.





Nie lekceważ
sygnałów





Anna uzbroiła się w cierpliwość i po wielu spokojnych
rozmowach, pomimo początkowego oporu, zabrała mamę do lekarza. W takich
wypadkach konieczna jest dobra diagnoza i
rozróżnienie, czy to stan, w którym pomoże psycholog, czy trzeba leczenia
psychiatrycznego. Okazało się, że jej mama ma początki depresji. Psychiatra
zastosował odpowiednie leki. U pacjentów z zawałem serca, w przypadku
depresji konieczne jest ich stosowanie. Bardzo istotne jest jednak ostrożne
dobieranie leków psychotropowych dla pacjentów z zawałem serca. W przypadku
jednoczesnego stosowania wielu lekarstw istnieje możliwość wzajemnego
oddziaływania zawartych w nich substancji czynnych. Ich interakcje mogą być
przyczyną powikłań terapeutycznych.













Co powinno nas zaniepokoić u osoby po zawale?



Obniżenie nastroju - wyraźne w porównaniu do tego, co chory odczuwał wcześniej. Czynności, które do tej pory sprawiały przyjemność stają się obojętne, nie ma się ochoty na kontakty z bliskimi, przyjaciółmi.



Utrata zapału i chęci do robienia czegokolwiek, pojawia się apatia, zniechęcenie.



Zaburzenia snu, nie tylko trudniej zasnąć, ale skarży się na wcześniejsze wybudzanie i trudności z ponownym zaśnięciem.



Smutek, apatia, to może być niechęć do rozmowy, spędzanie czasu w domu, unikanie kontaktów z przyjaciółmi, pogrążenie we własnych myślach.












Pomóż odnaleźć
sens





W sytuacjach, gdy psychiatra nie stwierdzi depresji, ale osoba
nadal czuje stres, niepewność, czasem lęk, pomocna może być wizyta u psychologa.
Terapia w poradni psychologicznej pomaga uporządkować emocje, wygasić i nakłonić
do profilaktyki przed ryzykiem drugiego zawału, zmotywować chorego do podjęcia
walki o siebie.





Ważna jest też pomoc bliskiej osoby. Jeśli nasz rodzic ma
takie problemy starajmy się wykazać zrozumienie: odwiedzajmy, rozmawiajmy,
nakłaniajmy do zmiany stylu życia i myślenia. Sami w takich sytuacjach
powinniśmy uzbroić się w cierpliwość. Słuchajmy i bądźmy uważni. Poczytajmy
książki i nauczmy się tłumaczyć, że poczucie zagrożenia życia jest naturalnym
stanem pojawiającym się po zawale. Starajmy się namawiać, żeby rodzic nie
rozpamiętywał i nie analizował wiecznie tego, co było. Rozmowy, bliskość,
ciepło działają bardzo dobrze. Warto przekonywać, że rodzica czeka jeszcze wyzwanie,
przyszłość, w której można odnaleźć głębszy sensu życia i poprawę jego jakości.





Zdrowy ruch





Zgodnie z zaleceniami Europejskiego Towarzystwa
Kardiologicznego po każdym zawale serca pacjent powinien poddać się
rehabilitacji kardiologicznej. Warto nauczyć się żyć na nowo, niczego nie
przyspieszając i dając organizmowi odpocząć. Psychika też potrzebuje czasu na
powrót do formy. Kardiolodzy zalecają rozpoczęciu rehabilitacji kardiologicznej
w ciągu 30 dni od zawału serca, im szybciej tym lepiej.





Po terapii lekami, gdy mama Anny poczuła się lepiej,
córka namówiła ją do ćwiczeń. Ruch działa jak lek. Dlatego zachęcajmy rodziców
do sportów, które lubią i takich, w których obciążenie dla organizmu nie jest
za duże. Powinien to być wysiłek regularny i obciążający równomiernie: spacer,
marsz, pływanie, nordic walking, rower, czy zajęcia z Tai- chi.





Ryba zamiast
schabowego





Kiedyś w pracy, Annę zagadnął kolega - Robert. Pytał o
rady, bo jego ojciec po operacji by-passów, znów wraca do dawnych nawyków:
popala papierosy, wychodzi z domu na tłusty kotlet w restauracji. Nie chce
słuchać lekarzy, ani żony, która gotuje dietetycznie. Anna, choć nie jest
specjalistą, ani psychologiem, zdobyła już pewne doświadczenie przez opiekę nad
matką. Poradziła Robertowi wziąć tatę na męską, choć mało obciążającą wycieczkę
weekendową. „Pogadajcie, jak ojciec z synem, bez ściemniania, żartów. Wytłumacz
ojcu, co go czeka, gdy nie posłucha lekarzy. Powiedz, że go kochasz i
potrzebujesz. Wiem, że facetom trudno przychodzą takie wyznania, ale spróbuj”,
mówiła.





Po kilku tygodniach Robert przyszedł podziękować Annie.
Jego ojciec, po weekendzie na Mazurach, na którym obaj spędzili dobry czas,
zmienił się. Szczera rozmowa i wspólne chwile zmotywowały go.. Ojciec Roberta stara
się żyć zdrowo. Kupił sobie rowerek treningowy i nie popala. Nad jeziorem
stwierdził też, że lubi ryby i teraz wybiera pstrąga na parze zamiast
schabowego. To była także odmiana w ich relacji, bo przez lata, ani ojciec, ani
syn nie znajdowali czasu na wyjazd, czy choćby na takie pogadanie od serca.  





Sprawdzaj i pilnuj!





Dbaj, żeby rodzic po zawale rzucił palenie
papierosów.





Kup książkę o diecie i pilnuj, żeby mama i tata
utrzymywali dietę przeciwmiażdżycową i walczyli
z nadwagą. Obojgu się to przyda. 





Sprawdzaj, czy systematycznie zażywają zalecane
leki.





Namawiaj do regularnych, dostosowanych do
możliwości ćwiczeń fizycznych
.





Sprawiaj rodzicom radość:





Poradź mamie, lub
tacie, żeby wreszcie zrobili rzeczy, które zawsze zostawiali na później:
spisali pamiętniki, napisali książkę. Podpowiedz, żeby poszukali tego
cieniutkiego skoroszytu z zapisanymi myślami i planem ich opowiadania, który ci
kiedyś pokazali. Niech skorzystają z tego, do pisania książki.





Podaruj CD do nauki
języka francuskiego, lub angielskiego. Tylko 20 minut dziennie poświęcone na
naukę pomoże opanować język i poczuć się lepiej i pewniej. Rodzice mogą jeszcze
zaplanować jakąś podróż, wakacje. Zamiast oglądania serialu, niech
zagospodarują czas na ćwiczenie pamięci i relaks. Nauka języka da im satysfakcję
i radość z nauki. 





Kup mamie i tacie kostiumy kąpielowe. Nie oszczędzaj, wybierz się do eleganckiego sklepu. Będą ich potrzebowali do regularnego pływania na basenie.





Monika Głuska-Durnekamp
Fundacja My Pacjenci


Przejdź do treści